Tegoroczny wrzesień dostarcza nam w obfitości tego, czego oczekujemy od późnego lata i wczesnej jesieni: słońca, ciepła, kolorowych liści i dorodnych owoców. Śliwki coraz słodsze (i jakoś mniej w tym roku owocówki śliwkóweczki,
Calypso), gruszki z dnia na dzień coraz bardziej soczyste, a jabłka w promieniach słońca rumienią się w pysznej dojrzałości.
Na liściach gruszy dostrzec jednak można coś, o co często ostatnio pytają liczni właściciele tych drzew – jaskrawo pomarańczowe plamy, którym po spodniej stronie blaszki liściowej towarzyszy wyraźnie widoczne wyrośle. To rdza gruszy, choroba, której epidemiczne występowanie obserwujemy w Polsce od kilku już lat. Dodam dla pocieszenia, że nie tylko w naszym kraju. Bardzo liczną obecność tego patogena obserwowałem ostatnio na Ukrainie, Słowacji, a także w ogrodach działkowych w samym Wiedniu. Sprawcy choroby można przeciwdziałać, ale oczywiście nie teraz, tylko na wiosnę, kiedy zauważymy pierwsze objawy choroby. Rdzą gruszy możemy się nie przejmować – mamy przecież koniec sezonu i nic już nie możemy zrobić. Podobnie ma się rzecz ze szkodnikami, których liczną obecność możemy zauważyć np. podczas wykopywania marchwi. Ostatnio często się zdarza, że wokół wyciągniętych z ziemi korzeni pojawia się popielaty nalot. Wielokrotnie w ogródkach działkowych słyszałem okrzyk: „Niech pan spojrzy, ile mączniaka!”. Rzeczywiście widać było mączysty nalot, ale sprawca był zupełnie inny. Przy uważnym przyjrzeniu się glebie, dostrzec można było niewielkie, jasno zabarwione – żółtawe owady, przemieszczające się pomiędzy grudkami ziemi. To bawełnica topolowo-marchwiana – mszyca z rodziny bawełnicowatych (tej samej, co bawełnica korówka), gatunek dwudomny, zimujący na topoli i przez pierwszą część sezonu wegetacyjnego żerujący na tym drzewie. Topola toleruje obecność bawełnicy, której kolonie pozostają w „zamknięciu” fasolkowatych, czerwonawych wyrośli, znajdujących się w pobliżu głównego nerwu. Latem bawełnica przelatuje z topoli na różne rośliny baldaszkowate, a gdy w pobliżu znajduje się marchew, to i na korzeniach tej rośliny pluskwiak ten może założyć liczne kolonie. Bawełnica szkodliwa jest jednak dopiero wtedy, gdy liczba jej osobników przypadająca na jeden korzeń przekracza 100 sztuk, a to zdarza się stosunkowo rzadko i prowadzi do pękania, skrócenia i deformacji korzeni.
Znacznie gorzej, gdy w korzeniach marchwi zauważymy nieregularne, niezbyt długie tunele, w których żerują podłużne larwy połyśnicy marchwianki – jednego z najgroźniejszych wśród szkodników warzyw. Dorosła połyśnica latała i składała jaja jeszcze w lipcu i na początku sierpnia, a jej larwy żerowały w sierpniu i na początku września na bocznych, cienkich korzeniach i dopiero potem zaczęły się wgryzać do głównego korzenia. Dobrze o tym pamiętać, ponieważ przyśpieszając zbiór marchwi, stracimy wprawdzie nieco na wadze korzeni, ale unikniemy obecności larw, których żerowanie w korzeniu głównym prowadzi do jego gorzknienia i gnicia – i jak wtedy zrobić sok – jeden z najwartościowszych, wspaniale wpływający na cerę i wzrok. O zwalczaniu połyśnicy pamiętać należy wiosną (zaprawianie nasion) oraz w drugiej połowie lipca i na początku sierpnia, po jej wykryciu na pomarańczowych tabliczkach lepowych.
Na korzeniach marchwi i pietruszki zauważyć możemy także inne niepokojące symptomy; obfitość cienkich korzonków (tzw. brody korzeniowe), wyrastające z korzeni marchwi czy selera świadczą o obecności nicienia – guzaka północnego, z kolei rdzawe plamy na białym tle korzenia pietruszki, świadczą o występowaniu i żerowaniu innego nicienia – szpilecznika baldaszkowca, który, podobnie jak wcześniej wspomniany nicień występuje szczególnie licznie tam, gdzie nie przestrzega się płodozmianu, a rośliny żywicielskie pojawiają się zbyt często na tym samym kawałku pola. Ograniczenie płodozmianu wpływa także na coraz liczniejsze występowanie i wzrost zagrożenia ze strony wielu chorób warzyw, takich jak alternarioza na marchwi, czerń krzyżowych na warzywach kapustnych, kiła kapustnych, która może zachowywać żywotność w glebie nawet 12 lat, czy bakteriozy atakujące wiele gatunków warzyw. Sprawcy tych chorób zimują często na szczątkach roślinnych, toteż zbyt częsta uprawa stale tych samych gatunków warzyw na tym samym polu prowadzi do ich nagromadzenia się w glebie, zagrażającego uprawianym roślinom.
I na koniec coś przyjemnego. Czy zastanawialiście się kiedykolwiek Państwo, dlaczego maliny dojrzewające późnym latem i jesienią w Waszych ogrodach, są wolne od szkodników? To wynik sprytnego zabiegu hodowlanego, który sprawił, że kwitnienie i dojrzewanie Polany czy innych podobnych odmian „rozmija się w czasie” z występowaniem kistnika malinowca, kwieciaka malinowca, a zabieg „koszenia” pędów jesienią sprawia, że i szkodniki pędów nie mają w czym zimować.
Kazimierz Wiech
Szkodnik jesienny...
Przychodzi pora
na ogrody,
gdy się pojawia,
nieco odmienny
w upodobaniach
od wiosennego,
szkodnik jesienny...
Jego nie nęcą
młode kiełki
ni świeżych pączków
krótkotrwałość
ni pierwszych listków
delikatność
- szkodnik jesienny
stawia na dojrzałość.
Na ów wspaniały
smak miąższu i soku
i na odżywczą
wartość niewątpliwą
jaką dopiero
o tej porze roku
osiąga owoc
i warzywo...
Nikt tak, jak połyśnica
nie zdoła docenić
smaku dorodnych
marchwianych korzeni,
nikt lepiej
od miniarki porówki
nie może
drążyć w soczystym
okazałym porze...
Jakiż nam bliski
gustem i smakiem,
chociaż z pozoru
taki odmienny,
czasem dający się
we znaki,
szkodnik jesienny...
Alicja Zięba